Ochotnik

sm_mg_9717

Theodore Stanhope tylko raz w życiu czuł się niepewnie – gdy czekał pod drzwiami gabinetu gubernatora Wise’a nie wiedząc, jak zostanie przyjęta jego kandydatura na sędziego Supreme Court of Virginia. Tylko ten jeden raz serce kołatało mu, choć wiedział, że nikt inny wiedzą i doświadczeniem, wykształceniem i obyciem nie nadaje się na to stanowisko lepiej niż on – i dlatego drżał z obawy, że ktoś może tego przygotowania nie docenić. Od czasu gdy ukończył college wprawiał się do podjęcia służby publicznej, której to stanowisko miało być zwieńczeniem. Noce nad książkami, siarczysty policzek wymierzony przez pierwszego pryncypała, mecenasa Watkinsa, gdy śmiał odpowiedzieć „nie wiem, sir”, rezygnacja z dobrze zapowiadającej się prawniczej kariery, gdy upomniała się oń administracja stanowa oraz zaniechanie życia rodzinnego związane z obrzydzeniem, które budziły w nim te wszystkie konieczne do wykonania umizgi wobec paplających bezsensownie panien na wydaniu i czasochłonność tych chybionych zabiegów…. Wszystko to sprawiło, że był jednym z najlepszych urzędników w całej Wirginii a kto wie, czy nie na całym Wschodnim Wybrzeżu, a na pewno – jednym z najmłodszych. W tym stanie rzeczy jego krewnych zdziwiła być może decyzja o ochotniczym zaciągu, wszak Wirginia – nawet w stanie wojny – potrzebowała wykształconych cywilów, nie zdziwiła ona jednak żadnego z jego politycznych towarzyszy znających stałość poglądów Teddy’ego Stanhope’a, jego wiarę w zapisane w konstytucji Wirginii wartości oraz pogłębiającą się niechęć do Lincolna. Ci, którzy znali jego wykwintne maniery i zamiłowanie do białych koszul nie mogli jednak pojąć, jak znajdzie się w armii. Nie rozumieli, że dla Theodore’a Stanhope’a wygoda była wtórna wobec wyznawanych idei, białe koszule były symbolem statusu, który mógłby wszakże utracić po przegranej wojnie, a nienaganne maniery oznaczały zaledwie, że nie wbiłby wrogowi bagnetu w plecy na polu bitwy nie krzyknąwszy wcześniej „gotuj się na śmierć”. Na pryczy albo i wprost na gołej ziemi spał równie spokojnie co w swym obłożonym poduszkami łóżku w centralnej sypialni swego domu przy Main Street, Richmond – spał snem, jaki towarzyszy tylko ludziom przekonanym o własnej wartości, walczących w słusznej sprawie.

[msz],[ah]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *