Żałoba Narodowa

Było to równo trzydzieści roków po tej słynnej a krwawej pod Olszynką Grochowską bitwie naszej, tej z ostatniego wielkiego buntu narodu przeciw carskim uciskom, co się był rozpalił ogniem wielkim pewnej, niewcześnie jesiennej, ciemniej a zimnej nocy. To w dzień ten carat, wojska swego pułkami, nie bacząc na modlitwy nasze, cośmy w kościele, w ciszy a spokoju do Boga jedynego ośmielili się wznosić, za dusze tych, co wtedy oddali swe życia za skarb dla nich najcenniejszy, jakim była Rzeczpospolita i za nas samych, co pod obcą władzą żyć musiemy, do ciemnicy porwał nam mężów, braci, synów i powinowatych. Strach i bojaźń wielka na gardła nasze pętle zarzuciły, dusić nas poczęły, gdy doszło do zabicia pięciu synów Narodu, bo się o los, do lochów wrzuconych, upomnieć chcieli. Złość w nas jak wrzątek buzowała, a niełacno było ją ugasić czy nawet jej strzymać. I choć moskal nam usta sznurował ukazami a nowym prawem, Bóg dał nam znaleźć sposobność na pokazanie, że w twarze nasze nie damy sobie urągać. Kobiety w całej Rzeczypospolitej pod zaborem czarne, jak rozpacz nasza i smutek wszelaki, niezdobne a skromne niemożebnie suknie zaczęły przyodziewać i biżuterię, aż całe miasta czernią wypełnione były. Obrączki swoje przełożyły na dłoń prawą, tak jakby wdowami po poległych synach Ojczyzny były, choć i za to grzywny a więzienie grozić mogło. Wtenczas coś w nas zemrzeć musiało, w tym piekła godnym duszy cierpieniu, by nowe mogło się narodzić. I z martwych powstał duch nasz nowy, który już za lat dwoje, nowym zrywem styczniowym był nazwany. Cześć i chwała bohaterom.

[msz]

[historia i zdjęcie zainspirowane prawdziwymi zdarzeniami]

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *