Stara Baśń


Za oknem dużym a szerokim z lekko zakrytymi firanami, chmurnie się dzień malować poczynał, w deszcz drobny ubrany, co skwar dnia całego z pejzaży zmywał. Chmury, jakby z ołowiu odlane, słońcu lico zakrywać zaczęły i tylko gdzieniegdzie, tam nad horyzontu kresem, chmurki jak wełna postrzępione, złotym warkoczem i sił ostatnich tchnieniem słońce w ciepłym uścisku trzymało, jakby dać znać chciało, że ciężka ta tłusta chmura długo tu gościem być nie będzie. Teatr ten, na niebie, choć w swoim jestestwie i pięknym obrazie do zachwytów nad naturą świata i do głębszych przemyśleń niejedną mógł głowę namówić, nie zdołał swoim urokiem do siebie Konstancji przekonać, której teraz przed oczami inne obrazy stały. Stara Baśń, co o początkach Polski, której teraz na mapie Europy nie uświadczył, sercem i duszą młodej niewiasty zawładnęła. Bez tchu niemal każdą stronicę powieści wlewała w siebie. Wewnątrz jej ciała i duszy kłębiły się uczucia różne, jakby walkę ze sobą prowadzić miały, to Popiela nienawidziła, to za Domanem wzdychała, marząc, że i ją ktoś z miłości kiedyś porwie i umiłuje na zawsze..

Jeśli podoba Ci się co robię, możesz mi postawić przysłowiową kawę ;)

Postaw kawę dla czarnobialykwadrat! na buycoffee.to

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *