
Początek to był wieku dziewiętnastego, tego co się napoleońskimi wojnami w swojej połowie upajał do zbytku, uznając je pięknymi a romantycznymi niemalże, gdzie rozprawiano nad odwagą a bohaterstwem żołnierzy, czy nad geniuszem samego Bonapartego, który wojska swoje i armie rozlał niemal na pół Europy. Nazwanie tych wojen pięknymi z ust wyjść musiało człowieka, któremu owa, zniszczenia wszelkiego bogini, domostwa jego, majątku, życia jego synów nie dosięgła swoimi brudnymi, zgniłymi a we krwi ubroczonymi rękoma. Wtenczas, pięć roków zaledwie mającą, Idę w podróż do Palestyny i Egiptu ojciec, który wychować chciał córkę wbrew ówczesnym kanonom zachowań dla panien, od których oczekiwano tylko manier nienagannie skrojonych i tego, by dobrą gospodynią domową była, zabrał ze sobą. Wyprawa ta, bogata w przeróżne przygody i małe odkrycia, które Ida, będąc uważną a ostrożną, dokładnie i pieczołowicie zapisywała w swojej głowie, pozostawiła w niej ślad i wspomnienia na kolejne lata jej życia, które matka, po przedwczesnej śmierci ojca Idy, próbowała siłą niemal nawrócić na tory wychowania, które z ówczesnym obyczajem zgodne być miały. Ida, marząc o kolejnych podróżach i rozmyślając o obcych kulturach, sumiennie a podstępem czasami opierała się próbom ulepienia jej z gliny posłuszeństwa i uległości. Nacinała sobie palce i woskiem gorącym polewała, by uniknąć zmuszania jej do nauki gry na pianinie, czy robienia na drutach. Wkładanie ją w ramy ówczesnego obyczaju było dla małej Idy torturą, niemal równą z katowskimi metodami, ze średnich wieków jakby w całości z okrucieństwem swym wyjętymi, gdy oprawca potrafił sprawnie a szybko, jednym przecięciem, zdjąć skórę z żywego człowieka, pozostawiając go na mękach do zmroku, nim z łaski, głowę mu z szyi zdejmował. Dużo złego a niepotrzebnego zamętu matka w życie młodej Idy wprowadzała, tak jakby to chyba z zazdrości jakiej karać ją chciała za to, że sama w młodości nie miała odwagi tak mnogo, by swoim się rodzicielom i srogiemu przez nich wychowaniu w podobny sposób zbuntować a opór stawić. Zmusiła córkę, by wiano swoje oddała a zaślubiny ze starszym o dwadzieścia cztery wiosny wdowcem przyjęła, którego dobrze rozwijająca się pozycja w towarzystwie i prawniczej palestrze, finansową stabilność i życie w dostatku córce zapewnić miała. Niedobre jednakowoż wieści nad małżonkami cieniem gęstym a mrocznym, jak ciemna chmura jakaś, co nieszczęsne zapowiada zdarzenia, rozciągły się były prędko po weselu, gdy mąż Idy pracy adwokackiej dochować nie zdołał a ją stracił, zrzucając na barki żony wysiłek ten, by strawę do garnca wrzucić było za co i choćby lichą a nędzną polewkę z czego urobić, co by z głodu nie pomarli wszyscy, choć nędza tam była straszna i sroga. Wtenczas, dla poprawy swojego ducha, złamanego teraz niemal jak taran oblężniczy, który bijący w bramy twierdz i zamków w wojnach wszelkich czy potyczkach wieków średnich, gdy bram nie zdoławszy otworzyć w drzazgi się rozpadał a łamał, wspominała dalekie, za horyzont, w obce strony podróże z ojcem poczynione za pacholęctwa. Wspomnienia te ziarna marzeń zasiały, niewinne z początku, od niechcenia jakby, z lekka leniwie i czekały aż ziemia, w którą zostały rzucone, żyzną znów się okaże i wyda plon ogromny, co szybko, jak żyto pozłacane słońcem, w upalne lato dojrzeje a obrodzi. Nadszedł był w końcu ten dzień radosny, jak ptasie zachowania a śpiewy, gdy wiosną w konkury lecą ćwierkając, zawodząc czy frunąc zabawnie, gdy Ida w podróż swoją od tak dawna wyczekiwaną ruszyła, by nowe przygody przeżywać i nowe kultury poznawać. Obszerne na setki, a może i tysiące stron dzienniki podróżne, ozdobione pięknymi szkicami, które na myśl mogły przywołać te samego Leonarda Da Vinci ręką poczynione, a w które wkładała zapisy swoich licznych a ciekawych spostrzeżeń, obserwacji uważnych czy opisów trudów podróżnych, jak te dla przykładu, gdy oko w oko z plamieniem kanibali a ludożerców stanęła, czy o spisku przeciw Ranavalonie I Okrutnej z Madagaskaru, w który to się uwikłać zdołała i cudem tylko życie uratowała, po powrocie drukiem wydane w formie ksiąg podróżniczych, zapewniały jej stały dochód i finanse dla kolejnych podróży. A czytając je uznać trzeba, że ciekawsze przygody w niej opisane były, niż w niejednej awanturniczej powieści.
[msz]
[historia i zdjęcie inspirowane prawdziwymi zdarzeniami]
Jeśli podoba Ci się co robimy, możesz postawić nam przysłowiową kawę :)
