Salka

sm_MG_9978

Salka Levy stała w dworcowej poczekalni już godzinę nie siadając, ponieważ bała się pomiąć suknię. Chciała wyglądać nienagannie, kiedy Aaron pojawi się na dworcu i wyciągnie ręce, by ją powitać. Przyjechała dorożką z wyprzedzeniem, nie mogąc znieść tego nerwowego oczekiwania, które towarzyszyło jej od tygodni, kiedy wyprzedawała swoje rzeczy i pakowała jedyną walizkę na drogę do Nowego Świata. Ta podróż, sama w sobie kusiła ją tym bardziej, że miał jej towarzyszyć Aaron. Aaron, którego błyszczące oczy i ciemne włosy opadające jedwabistą falą na bok, zahipnotyzowały ją tamtego wieczora u Schwarzów. Przemawiał coś do zgromadzonych wokół niego mężczyzn podniesionym tonem, wyraziście gestykulując i zaciągając się papierosem tak zachłannie, jakby potrzebował go bardziej niż powietrza. W istocie był astmatykiem i agitatorem, wierzącym, że w Ameryce czeka nowy ład dający im wszystkim szansę na nowe, godne życie. Porywczość jego pragnień, stanowczy ton i odwaga, jaką wykazywał głosząc swe poglądy tak głośno, wespół z szorstką czułością, którą jej okazywał od pierwszego spotkania, zachwycały Salkę nieodmiennie. Ten moment, kiedy jego wypukłe oczy zatrzymały się na niej uznawała za najdonioślejszy moment w swym dotychczasowym życiu. Zauważył ją. I chciał z nią być. Nie zważając na nic, a już zwłaszcza na swą żonę, wiecznie ciężarną Chawę, spacerował pod rękę z Salką po Powiślu, przesadnie szerokim gestem kłaniając się znajomym, którzy starali się ich nie widzieć. Salka od początku chciała wyjechać wraz z nim, przekonana, że tam, w Ameryce, nikt nie będzie im się przyglądał, wytykał jej palcami, śmiał się w twarz Aaronowi i przekazywał dosadnie pozdrowień dla szanownej małżonki. Mała cichą nadzieję, że skoro tam…w Ameryce… wszystko jest możliwe… staną kiedyś razem pod chuppą. Upozowała się przy oknie wiedząc, że jasne światło doskonale kontruje jej figurę, w kupionych za ostatnie pieniądze bucikach, w których chciała zejść na tę nową, tak ponoć gościnną dla przyjezdnych ziemię. Wiedziała, że Aaron zaraz się pojawi. Oto i on: stanął w drzwiach poczekalni, a Salka posłała mu w powietrzu spojrzenie gorętsze niż pocałunek. I wtedy za jego plecami zobaczyła brzuchatą Chawę z walizką i czworo zasmarkanych dzieci z tobołami, których podobieństwo do Aarona nie budziło żadnych wątpliwości.

[msz],[ah]

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *