Simone

sm_MG_7305

Simone Killpatrick. Uwielbiała niczym kotka wygrzewać się w gorących promieniach słońca, co budziło zgorszenie znajomych jej matki i jej samej. Nie od dzisiaj przecież wiadomo, że szanująca się panna z dobrego domu słońca zwykła unikać, kryjąc przed nim twarz w cieniu parasolki trzymanej rączką chronioną gustowną aksamitną rękawiczką. W przeciwnym wypadku, w oczach adoratorów mogłaby uchodzić za kobietę z dołów (by nie powiedzieć-chłopkę), taką, co to w życiu kala się pracą praczki, szwaczki lub w najlepszym wypadku – guwernantki zamożnych, mieszczańskich dzieci. W swoim wyzwolonym umyśle Simone uważała jednak, że jeśli ma jej się zdarzyć uczucie większe niż góry, które jako dziecko widziała z okien pociągu jadącego do Wiesbaden, to słońce nie ma tu nic do rzeczy. Wyciągała więc ku niemu smukłą szyję w trakcie swoich samotnych wypraw na podmiejskie skałki marząc o tym, ze któregoś razu uda jej się wybrać z niedzielną wycieczką w miejsce bardziej odludne, acz nie tak odległe, czyli Turkey Hills. Ludzie w mieście mówią, że pewnego styczniowego dnia swój zamiar Simone wprowadziła w życie. Z kuchni zniknął kosz, który służył starej Margareth w razie zakupów, w domowej spiżarni ubyło trochę wiktuałów i butelka zacnego wina. Widziano też Simone w jednej z miejskich stajen, gdzie o świtaniu wypożyczyła zacnego podjezdka i lekką kolaskę, co zdziwienia nie wywołało żadnego, gdyż nie raz pierwszy, za przyzwoleniem swojego ojca, tak czyniła… Ludzie w mieście mówią też, że od tamtego czasu, w pogodny dzień gdy się kto do Turkey Hills wybierze, na jednej ze skał dostrzec może cień rzucany przez wyciągającą ku słońcu szyję kobietę, ale jej samej już nie…

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *